poniedziałek, 16 maja 2011

"Nieprzyjaciel Boga" i "Excalibur" Bernard Cornwell

„Artur stara się bronić Brytanii przed wrogami w imieniu swojego przyrodniego brata Mordreda. Stawia czoła religijnej histerii, najazdom saksońskich wodzów, Cerdyka i Aella, i nielojalności w sercu Królestwa. Jego niezachwiana wiara w honor i chęć dotrzymania ślubów, by strzec tronu, izoluje go nawet od najbliższych przyjaciół. Lacelot zatraca się w swojej nienasyconej ambicji, a Ginewra oddaje się kultowi Izydy…
Jedynym, który wie, co należy robić jest Merlin- oddać Brytanię dawnym bogom. Potrzeba do tego trzynastu Skarbów Brytanii, po które wybrać muszą się na Ciemną Drogę.”
Moją recenzję pierwszej części znajdziecie tutaj :)

„Nieprzyjaciel Boga” to drugi z kolei tom trylogii arturiańskiej znanego brytyjskiego pisarza Bernarda Cornwella. W zasadzie nie popełniłabym ogromnego błędu kopiując niemalże słowo w słowo moją recenzję części pierwszej. Pisarstwo Cornwella jest bardzo równe, na niemalże niezmiennym poziomie.

Tym razem nie czekał mnie już szok związany z mnogością nazw- po 600 stronach tomu pierwszego zdążyłam się zorientować kto jest kim, a to znacząco ułatwiało dalszą lekturę. Oczywiście nie liczyłam na brak nowych postaci, pan Cornwell jest bezlitosny dla osób niepotrafiących rozeznać się w tłumie bohaterów (jak ja, z moją pamięcią skutecznie odrzucającą wszelakie imiona i nazwiska). Na marginesie- konia zrzędę temu, kto wytłumaczy mi jak poprawnie wymawiać słowa takie jak Culhwch, Halcwm czy też Caddwg. 

Możemy śledzić dalsze losy Artura, jego powolne wkraczanie w wiek dojrzały, zmagania z Saksonami i walkę o zjednoczenie Brytanii. Przyznaję, że bardzo przypadł mi do gustu pomysł autora na wplecenie w fabułę powszechnie znanego wątku Tristana i Izoldy. Jednakże moja wyobraźnia stanowczo buntowała się przeciwko pomysłowi Cornwella na czarnowłosą Izoldę- w moich wyobrażeniach na zawsze pozostanie ona kobietą ze złotą grzywą.

Ode mnie: 5/6

„Rebelia Lancelota została stłumiona, ale nie oznacza to końca kłopotów. Całe państwo celtyckiego władcy chwieje się w posadach, a on nawet nie może koronować się na króla, gdyż wciąż żyje syn Uthera Pendragona, Mordred. Czy w takiej sytuacji Artur, dotąd sprzyjający chrześcijanom, oprze się na pogańskim czarowniku Merlinie? Czy może wystarczy mu zbrojne ramię wodzów takich jak narrator opowieści, Derfel?
Tymczasem zza wschodniej granicy atakują Saksoni, wciąż żądni nowych ziem i łupów. Czy już nic nie jest w stanie ochronić Brytanii przed zalewem wrogów? Merlin, Największy z Druidów, orzekł, że bogowie opuścili Królestwo…”
Pierwszą rzeczą, którą dostrzegłam po przeczytaniu paru stron „Excalibura” była delikatna zmiana stylu- jakkolwiek drobne zmiany nie wpływają na ogólny odbiór lektury o tyle denerwowały mnie na początku powieści. Być może wynika to z faktu, że tomy czytałam bezpośrednio po sobie i w pamięci wciąż miałam świeży obraz narracji z „Nieprzyjaciela Boga”? Na szczęście po kilkudziesięciu stronach style się wyrównały (albo ja się przyzwyczaiłam). 

Przyznaję, że byłam dosyć zmęczona nieustannymi opisami bitew- Cornwell ma dar przelewania na papier niezwykle dynamicznych opisów, jednakże, mówiąc otwarcie, nie jestem ogromnym miłośnikiem zmagań batalistycznych. 

Nie mogłabym pominąć mojej opinii na temat zakończenia cyklu. Zawsze z zaciekawieniem czekam na koniec lektury, zwieńczenie całego cyklu. Wielokrotnie czułam się zawiedziona takim a nie innym obrotem sprawy (nie szukając daleko- rozczarował mnie „Harry Potter”). Na szczęście Cornwell stanął na wysokości zadania, a jego finał jest w mojej opinii najlepszym z możliwych. Nieco filmowym, może nazbyt hollywoodzkim, aczkolwiek zdecydowanie adekwatnym. 

Cykl arturiański mogę polecić osobom lubiącym powieści historyczne- trzeba mieć w sobie nieco zacięcia żeby przebrnąć przez stronice zapełnione bitwami :)  Niemniej jednak zdecydowanie warto.

Ode mnie: 5/6

Za egzemplarze recenzenckie serdecznie dziękuję IW Erica.

***
Miałam nie zaniedbywać bloga. Dopóki jednak ktoś nie zasadzi mi porządnego kopniaka prosto w rzyć dalej będę rzucać optymistyczne obietnice nie mające odzwierciedlenia w rzeczywistości. Postaram się w końcu nieco ogarnąć- zbliża się lato, a ja czuję się niczym niedźwiedź zapadający w sen zimowy… I cóż, jak zwykle przepraszam za zaniedbanie Waszych blogów :)

15 komentarze:

kasandra_85 pisze...

Cała trylogia bardzo mi się podobała:)). Warto sięgnąć nawet, gdy książki historyczne nie są waszym ulubionym gatunkiem:)
Pozdrawiam!!

LadyBoleyn pisze...

Słyszałam wiele dobrego i tej serii i z chęcią bym ją przeczytała, ponieważ lubię historię. Cóż, wygląda na ciekawą lekturę.

Leslie pisze...

Zakonczenie Harrego Ci się nie podobało? Musze koniecznie tą trylogie przeczytać, ale niesety rownież cierpie na brak czasu ostatnio.

KamCia pisze...

Nie przepadam za historią, jednak bardzo lubię różnego rodzaju legendy, w tym o królu Arturze. Dlatego nie odmówię i z chęcią przeczytam :)

Leslie pisze...

Ale to coś nowego, świeżego o syrenach;) Byłam dziś w empiku i ech.....moje postanowienie o nie kupowaniu ksiażek zostało wystawione na wielką próbę:D Łaska utracona...
Pozdrawiam również:)

Rudzielec pisze...

Zupełnie nie dla mnie niestety;(

Kinga pisze...

Jestem świeżo po lekturze Zimowego monarchy, zaraz zabieram się za Nieprzyjaciela Boga więc tlyko podczytałam Twą recenzję, ale zgadzam się, zdecydowanie warto! :) Chociaż stronie od powieści historycznych ta Trylogia mnie wciągnęła, rewelacja!

Przepowiednia pisze...

Może być ciekawe - jakoś nie czytałam jeszcze niczego powiązanego z królem Arturem oprócz "Liceum Avalon"

Scathach pisze...

Właśnie jestem po lekturze i również mi się podobało:)

Klaudia pisze...

Nie ma w bibliotece, ale będę cierpliwie czekała

Heather pisze...

Od jakiegoś czasu planuję przeczytać, ale zawsze sięgam po coś innego. Muszę się wreszcie zabrać za książki Cornwella ;)

Kasia pisze...

Tyle już o książkach Cornwella się naczytałam, a wciąż nie jestem na tyle zdecydowana, by wziąć się za ich przeczytanie, cóż wierzę, że ich czas dopiero nadejdzie :)

Ala pisze...

Twojej recenzji nie przeczytałam, a to dlatego, że właśnie jestem w trakcie czytania trylogii (właśnie drugiej części) i nie chcę wyrobić sobie opinii przed przeczytaniem. Pierwsza część mnie zachwyciła, jak i inne książki Corwella, którego osobiście uwielbiam! Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie

Kasia pisze...

Zachęcam więc do przeczytania :)

Ala pisze...

"Ostatnie królestwo" mam już za sobą i jeśli Trylogia Ci się spodobała to z pewnością i ona Cię wciągnie. Tym bardziej, że odniosłam wrażenie jakoby Cornwell we wspomnianej książce podszedł do tematu z lekkim przymrużeniem oka i napisał ją lekkim, zabawnym piórem :)

Prześlij komentarz

 
Wordpress Theme by wpthemescreator .
Converted To Blogger Template by Anshul .